Rozdział IX "Nie poznajesz po zapachu?"
- Kuzynie? – Gaara zamarł. Przez chwile jakiś dziwny grymas wykrzywił jego twarz. Była to dosłownie setna sekundy. Jak na zawołanie maska, która zakrywała jej twarz pękła na pół. Zsunęła się szybko ukazując oblicze dziewczyny. Krew spływała jej po skroni. Widocznie musiała się uderzyć o drzewo dużo mocniej niż przypuszczała. Temari zakryła usta dłonią. Gaara nie zareagował. Nawet na nią nie spojrzał.
- Myśleliśmy, że nie żyjesz. – Powiedziała Temari. – Gaara, puść ją! – Krzyknęła zwracając się do chłopaka nadal stojącego na drzewie.
- Dlaczego mam ją puścić skoro nawet ciebie chciała zaatakować.
- Gaara, proszę… - Jęknęła.
- Temari, to nic nie da. Proszę Cię nie wtrącaj się. Chcę wyrównać sama z nim porachunki. – Naora wykrztusiła te kilka słów z ogromną trudnością. Zwróciła się do Gaary.
- Mógłbyś chociaż patrzeć mi w oczy… - Prychnęła. Czerwonowłosy warknął. Odbił się od gałęzi i wylądował kilka metrów przed Naorą. Spoglądał jej w twarz dumnie.
- Mógłbyś mi chociaż powiedzieć, dlaczego go zabiłeś? – Poruszyła się lekko, próbując za wszelką cenę uwolnić się z piaskowej pułapki.
- Już ci to mówiłem. Próbował mnie zaatakować. To była obrona własna. – Jego ton się nie zmienił, ale zauważyła wyraźną zmianę na jego twarzy. Zastanawiał się nad czymś, coś bardzo przewrzywał.
- I tak ci nie wierzę. – Mruknęła. Gaara syknął.
- Nie musisz… I tak zginiesz. – Powiedział to tak, że nawet Naorze zrobiło się niedobrze. Szanse na ucieczkę miała nikłe. Biorąc pod uwagę fakt, że ciało odmawiało jej posłuszeństwa i oczywiście była uwięziona.
Gdy Gaara podniósł rękę, dało się słyszeć ogłuszający huk. Ogromna kula ognia zmierzała w ich kierunku. Uderzyła z całą siłą w czerwonowłosego. Piasek wokół Naory opadł a gęsty dym unosił się w powietrzu, zasłaniając całkowicie widoczność. Ktoś powalił czarnowłosą na ziemie. Poczuła znajomy zapach.
- Naora? Chodź, wynosimy się stąd. – Taki spojrzał prosto na jej twarz. Zdziwienie przemknęło po jego obliczu. – Gdzie masz maskę? – Zapytał pomagając jej wstać. Naora jednak, gdy tylko się podniosła ruszyła przed siebie. Musiała znaleźć Gaarę. Nic nie szło po jej myśli. Chciała wykonać to sama, bez pomocy kogokolwiek. Zasłaniała usta i nos ręką, żeby zbyt dużo dymu nie dostało się do jej płuc. Jej ciało było wykończone. Czuła, że piasek Gaary narobił bardzo duże szkody w jej ciele i układzie nerwowym. Ledwo widziała, a ból, który co chwilę przeszywał jej głowę był nie do wytrzymania.
- A masz!! – Gdzieś przed sobą usłyszała krzyk Kody. Przeraziła się. Czyżby walczył z Gaarą? Przecież on go zabije. Nie zważając na sprzeciwy swojego ciała ruszyła jeszcze szybciej.
- Tylko nie Koda. – Wyszeptała. Biegła na oślep. Nagle, przerażający krzyk blondyna rozdarł powietrze. Dźwięk jaki temu towarzyszył przypominał rozrywanie materiału. Łzy napłynęły Naorze do oczu. Pierwszy raz od bardzo dawna. Była za słaba. Nie umiała go zabić. Przede wszystkim nie umiała ochronić przyjaciół. Tak, na pewno Koda i Taki należeli do tej nielicznej grupy, która coś dla niej znaczyła. Wybiegła na polane. Widok był przerażający. Gaara z wyciągniętą ręką nad ciałem Kody, z zakrwawionymi rękami i nogami. Widocznie użył Piaskowej Trumny, żeby pozbawić go możliwości ruchu i wykonania jakiejkolwiek pieczęci. Dziewczyna skoczyła w kierunku blondyna.
- Mówiłam, żebyście się nie wtrącali!!! – Krzyczała biegnąc. Czerwonowłosy natychmiast ją zauważył. Kunoichi widząc Gaarę przygotowującego się do kolejnego ataku jedyne o czym pomyślała to o obronie wystarczająco już zmasakrowanego towarzysza. Nachyliła się nad nim.
- Naora? – Usłyszała cichy szept przyjaciela. Otworzył oczy. Zdziwienie przemknęło po jego zakrwawionej twarzy, zupełnie tak jak Takiemu. Uśmiechnął się.
- Ależ ty jesteś śliczna. – Powiedział. Nie udało się. Łzy spływały po jej policzkach. Szlochała, czując jak piasek owija się wokół nich. Czuła go jeszcze wyraźniej niż wcześniej. Objęła Kodę. Wiedziała, że zginie. Nie miała siły walczyć. A może już nie chciała walczyć? Świat przed jej oczami stawał się coraz ciemniejszy. Kolory traciły ostrość. Słabła. Oparła głowę o tors Kody. Ostatnią rzeczą, którą usłyszała przed straceniem przytomności był jakiś nieznajomy głos.
- Odwróć się potworze.
***
Białowłosy chłopak siedział w poczekalni. Trzymał ręce w dłoniach, żeby ukryć łzy, które mimo woli spływały po jego policzkach. Naora nadal leżała w śpiączce. Nikt nie był w stanie powiedzieć kiedy się obudzi i w jakim stanie. Koda był właśnie operowany. Jego ciało zostało w dziewięćdziesięciu procentach przywrócone do użytku. Jedynym problemem zostały oczy. Podczas rozrywania rąk pękł jeden nerw, odpowiedzialny za ośrodek wzroku. Prawdopodobieństwo, że będzie widział wynosiło jeden do tysiąca. Byłoby dużo gorzej zarówno z nim jak i z Naorą, gdyby nie to, że uwagę czerwonowłosego odwrócili shinobi z Ame Gakure. Gaara wdał się w poważną walkę, dając tym samym Takiemu możliwość zabrania nieprzytomnych towarzyszy z pola walki. Biegł przez prawie pięć kilometrów bez przerwy z Kodą i Naorą na ramionach. Nie czuł zmęczenia. Jedynym jego zmartwieniem wtedy pozostało zawiadomienie jouninów o zaistniałej sytuacji. Jedyne co mu przychodziło do głowy to skontaktować się z Yamachi sensei. Zawsze mieli przy sobie krótkofalówki. Wtedy modlił się żeby ich sensei była w pobliżu. Dzięki bogu odpowiedziała natychmiast na jego wzywanie pomocy. W przeciągu dziesięciu minut sama Yamachi i brygada medyków pojawili się na miejscu. Koda i Naora zostali zabrani do szpitala a Taki opowiedział sensei co się stało. Była zdziwiona determinacją Naory, co do shinobi z Suna Gakure. Zarówno ona jak i sam Taki tak naprawdę nie wiedzieli co się za tym kryło. Przecież ona nigdy nic o nim nie mówiła. To stanowiło największy problem. Sensei obiecała zbadać tą sprawę. I tak zostało. Żadnej nowej informacji i on sam ze sobą. Jeszcze te ponure myśli krążące po jego głowie. CO jeśli Naora się już nie obudzi? CO jeżeli operacja Kody się nie uda?
Jego rozmyślania przerwało skrzypienie drzwi. Zza nich wyłonił się jeden z medyków. Taki wstał. Mężczyzna nie miał zachwyconej miny. Białowłosy już wiedział co usłyszy.
- Niestety, nie udało nam się. Pański towarzysz, już nigdy nie będzie widział. – Chłopak z wrażenia aż usiadł. Łzy znów cisnęły mu się do oczu. Nie odezwał się słowem do medyka. Ten tylko poklepał go po ramieniu.
- Jednak, pański przyjaciel jest bardzo silny. Na szczęście udało nam się doprowadzić resztę ciała do porządku. Przez te kilka pierwszych miesięcy proszę się nim naprawdę dobrze zaopiekować. – Taki podniósł głowę.
- Dobrze. – Wychrypiał.
***
- Widzę, że masz się nieco lepiej.
- Wiesz, ciężko nazwać to lepiej, ale ujdzie. – Koda siedział na łóżku w swoim mieszkaniu. Oczy przewiązane miał przepaską. Taki podał mu koszyk z owocami.
- Co to? – Zapytał blondyn przejmując ostrożnie podarunek.
- Owoce. Nie poznajesz po zapachu? – Taki usiadł na krześle obok. Koda pokręcił głową.
- Nie mam jeszcze tak opanowanych zmysłów. Wiesz, zacznę działać jak kret dopiero za jakiś rok. – Blondyn próbował obrócić swoją sytuacje w żart jednak Takiemu wcale nie było do śmiechu. Nie odezwał się. Koda odchrząknął.
- Sorry. – Mruknął.
- To ja powinienem przeprosić. Za to, że nie potrafiłem was ochronić. – Koda uśmiechnął się szeroko.
- To nie twoja wina. Jedynie kogo możemy winić to tego czerwonowłosego sukinsyna. Ważne, że żyjemy. – Po chwili ciszy dodał.
-Co z Naorą? – W pokoju zrobiło się wręcz nieprzyjemnie cicho.
- A jak myślisz? – Taki odpowiedział pytaniem na pytanie. Blondyn posmutniał.
- Nadal nic… Leży nieruchomo. Dobrze, że chociaż serce jej pracuje.
- Ile to już minęło?
- Półtorej miesiąca. Jutro zaczyna się trzeci Egzamin na Chunnina. – Koda wyciągnął z koszyka jabłko. Powąchał je. Po czym ostrożnie ugryzł. Żuł powoli, jakby delektując się jego smakiem. Taki nie odzywał się, wpatrywał się tylko w blondyna. Tak mu było go szkoda. Tyle wycierpiał. Już nigdy nie miał zobaczyć słońca. Taki ukrył po raz kolejny twarz w dłoniach. Zaszlochał cicho. Koda podniósł głowę.
- Ty!! Bekso!! Przestań! Przecież żyję. Jak umrę, to będziesz płakał. A teraz zaprowadź mnie do łazienki. Proszę… - Taki natychmiast wstał. Wytarł nos rękawem po czym pomógł wstać przyjacielowi.
- Ej, czekaj… Spróbuje sam.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Nie gadaj tylko mnie słuchaj. – Wystawił mu język. Taki puścił jego ramie. Blondyn oparł dłonie o ścianę. Przesuwał się powoli, uważając na każdy krok. Najcudowniejsze było to, że jego ręce i nogi były sprawne. Po kilku nieznacznych potknięciach dotarł do łazienki. Po kilku chwilach wyszedł z niej z tryumfalnym uśmiechem na twarzy.
- Udało mi się. – Powiedział dotykając przedramienia przyjaciela. Taki uśmiechnął się do niego.
- To świetnie. Chcesz sobie jeszcze zrobić wycieczkę po mieszkaniu? – Zapytał.
- Chętnie. – Chłopak rozpromieniał. Gdy chodził po pomieszczeniu wydawał się zachwycony. Usiadł w fotelu.
- Cholera, to trudniejsze niż myślałem.
- No raczej… - Gdy Taki przymierzał się do zajęcia miejsca na sofie, zadzwonił dzwonek. Białowłosy wstał szybko. Pobiegł do przedpokoju. Otworzył drzwi. Na zewnątrz stał jakiś mały uczeń akademii.
- Taki Suzuka? – Zapytał nieśmiało.
- Tak. O co chodzi?
- Mam przekazać, że pańska towarzyszka Naora Itami właśnie się obudziła.